Gdyby nie dziwna obsesja pigmentu prawdopodobnie by dzisiaj żył – czarny i zdrowy. Człowiek, który nie akceptował swojej ciemnej skóry, mięsistego nosa, kręconych włosów i wydatnych warg, absurdalnym sposobem stał się symbolem, no właśnie, czego? Podobno w sprawie równouprawnienia czarnoskórych uczynił tyle, co Martin Luter King. Wylansował przebój głoszący, że „it doesn’t master if you’re black or white!”, a sam jednocześnie rozpadał się na oczach milionów ludzi na całym świecie, bo za bardzo pragnął być white. Skalpel był dla niego Ace na własne geny. Nie zdążył się jeszcze dobrze rozłożyć w pamięci zbiorowej i osiągnąć bardziej wysublimowanej formy istnienia, a jego trup został wywleczony i poddany mumifikacji w postaci filmu. Ponieważ nie odczekano, aż nieszczęsne, umęczone i wybielone ciało zdąży wyzionąć ducha, „This Is It” jest właśnie filmem o trupie. W sferze medialnej Michael Jackson zdradza wiele podobieństw do Jana Pawła II.
A nawet do Chrystusa. We wspomnianym filmie jest łagodny, cierpliwy, delikatny i notorycznie pozdrawia swoich uczniów - tancerzy i muzyków - słowami „God bless you”. Jest także straszliwie smutny, poważny i jakiś odległy (to zabójcza mieszanka, ta dobroć i nieziemska melancholia). Jak apostoł pokoju niesie przesłanie o koncercie, do którego w pocie czoła trenuje – tymi, którzy przyjdą kierujr eskapizm; chcą się wylogować na chwilę z tego podłego, przepojonego przemocą i kultem pieniądza świata i zaznać czegoś lepszego. Trzeba zatem pokazać im coś, czego nie widzieli, a materią tego zbawczego widowiska ma być miłość – tłumaczy „MJ”, a wszyscy trzymają się za ręce.
Trup, powstały z martwych, tańczy, łapie się za krocze i nie rezygnuje ze swojego krzykliwego, błyszczącego stylu. Nosi złote, za krótkie spodnie, skóry, flek i białe skarpetki. Rusza się dokładnie tak zwinnie, jak w czasach świetności, chociaż ma już pięćdziesiątkę na karku i chociaż, na zdrowy rozum, gdzieś pomiędzy jednym wygibasem a drugim, musiał być w stanie agonii, skoro niewiele później odszedł z tego świata.
Mroczna tajemnica związana z jego śmiercią upodabnia go do Marylin Monroe. Fantastyczna instytucja popkultury, czyli Niewyjaśniony Zgon, odwraca uwagę od czegoś tak nieestetycznego i pospolitego, jak fakt zejścia. Wprowadza natomiast element podniosłości i – magii. Chrystusa zamordowano. Kennedy’ego zamordowano. Ukatrupiony został 2 Pac i John Lennon. Trudno, aby król popu zmarł z własnej nieprzymuszonej woli, aby ktoś nie dokonał na tak wielkiej postaci podstępnego mordu. Jego fani wykryli spisek i wszczęli przeciwko filmowi kampanię, w której udowadniają, że Michael Jackson został – przynajmniej pośrednio – zgładzony celową biernością swojego najbliższego otoczenia, które chciało na nim zarobić.
Z filmu „This Is It” sączy się podejrzana ilość ciepła przy kompletnym braku jakichkolwiek ku temu przesłanek. Cóż tam właściwie jest? Piruety, podskoki i najsłynniejsze songi gwiazdora, które wykonuje na żywo, ćwicząc do wielkiego występu. Trochę ujęć technicznych i dużo, dużo obrazów zapierających dech w piersiach efektów, których nikt, wskutek tej właśnie wysoce problematycznej śmierci, nie zobaczy. Żadnej prywatności. Żadnej żywszej emocji. A przecież mamy do czynienia z, jak to mawiają filozofowie chrześcijańscy, osobą ludzką. Tymczasem, nim się połapiemy, wpadamy raz dwa w pułapkę najzwyklejszej empatii dla tego dziwnie delikatnego, schowanego za ciemnymi okularami osobnika. Zapominając, że mamy do czynienia nie z nim samym, ale z trupem w czasie renowacji.
Naturalnie próżno doszukiwać się jego rozkładającego się nosa. Bliskich ujęć jest niewiele, a gdy się jakieś przytrafią, pokazują genialnie gładką, bielutką skórę z symbolicznym śladem zarostu nad górną wargą, który wprowadza męski pierwiastek w ocean niejasnej seksualności. Tego, co się kryje w naciągniętych skalpelem do kształtu migdałów, obrysowanych czarną kredką, wiecznie zdziwionych oczach też się nie dowiemy. Pośmiertna maska przylega do martwego Jacksona lepiej, niż ciało za życia. Trupek się wyemancypował z ludzkich ograniczeń i rozpoczyna tournee z zaświatów.