Bałagan sentymentalny

„Dom idealny” to nazwa współczesnej nerwicy. A remont przeprowadzany pod wpływem tego ostrego zespołu schorzeń przypomina kwarantannę. Co może być bardziej obrzydliwego od mieszkania świeżo pachnącego farbą i plastikiem? Dziwnym sposobem ten stan nowości jest dla wielu ludzi bardzo pociągający. W dezynfekcji wnętrza z jego własnego wnętrza odnajdują pewną lubość, która uruchamia iście inkwizycyjny instynkt. Dochodzi do krwawego rozrachunku z przeszłością – to co zdążyło się nazbierać przez lata codziennego życia, bezwzględnie trafia przed trybunał, który rozsądza: „przyda się, czy się nie przyda?”. Przedmioty, które nie przedstawiają użytkowej wartości trafiają do kosza jako śmiecie. Mieszkanie ma być jasne, puste, zagospodarowane w każdym skrawku, jak biuro, albo szpital. Współczesna mieszkaniowa moda nie sprzyja sentymentalizmowi – nakazuje wyrzucać, rozsądnie zagospodarowywać, odgracać. Kreuje nowy typ człowieka. Wierzy on święcie, że dom jest jego wizytówką, a nie domem.

Osobiście dostaję gęsięj skórki na myśl o miejscach, w których człowiek, postawiwszy stopę na podłodze się czuje jak karaluch, gdzie na kremowo-białych lśniących blatach nie ma nawet plamki. Gdyby szukać miejsca, która najpełniej realizuje ten ideał sterylności, to najprawdopodobniej najczyściej jest w domach pogrzebowych. Oczyszczone z życia pomieszczenia, w których nawet książka jest z rozmysłem porzucona na stole są do nich podobne, bo eliminują chaos i związaną z nim przypadkowość. Nieład oznacza, że coś trwa, a planowość, że wszystko zostało uporządkowane i można spokojnie umierać we śnie, z porządkiem w szufladzie.

Jeśli przyjmiemy, że dom jest przestrzenią prywatną, a ta pewnym odzwierciedleniem życia wewnętrznego, to moda na minimalizm wydaje się być autodestrukcyjna. To jakiś horror mieszkać w miejscu, w którym się jest rozliczanym z każdego papierka, każdego niepotrzebnego pipsztyka kupionego na straganie we Władysławowie. Gdzie każda najmniejsza rzecz ma swoje miejsce jak w wojsku. Żurnale z mieszkaniową modą są jak Hitler z Obi.

Człowiek sentymentalny jest skazany na bałagan. Na sterty zeszytów ze szkoły podstawowej czy skrawki papieru, na których ktoś coś kiedyś napisał. Łatwość w wyrzucaniu takich pamiątek zawsze mnie zdumiewała. Dom, w którym nie ma takich rzeczy jest domem bez przeszłości, czymś w sam raz dla cyborga, który się nie rozczula.
01